weekend upłynął niestety pod znakiem zakupów. byłam w centrum handlowym.
świeże to dla mnie doświadczenie niekupowania zbędnych rzeczy.
z kilku rzeczy, które mi się zdecydowanie podobały kupiłam dwie. dwie pary spodni. praktyczne. zwykłe czarne z przeceny. potrzebuję ich do pracy zdecydowanie. na co dzień też się przydadzą.
niepotrzebna była kawa na wynos (8zł) oraz szybkie jedzenie (20zł). mam wyrzuty sumienia.
przebolałam powyższe wydatki i zakwalifikowałam je w kategorii przyjemności. docelowo przyjemności mają być bezpłatne, na pewno nie materialne.
cały czas uczę się planować swoje wydatki, czas i przestrzeń.
znów przejrzałam szafy. okazuje się, że najwięcej rzeczy posiada starsza córka. ja mam ich najmniej.
niedługo zamierzam zabrać się za porządki w butach. własnych, mam ich zdecydowanie za dużo. i choć marzą mi się różowe martensy, myślę o nich dłużej niż miesiąc, więc teoretycznie powinnam je kupić, cos mnie jednak powstrzymuje. tak jak powstrzymuję się przed kupnem sukienki meganki. dobrym sposobem jest przeliczenie ceny danego produktu na czas jaki mielibyśmy przeznaczyć na zarobienie tej kwoty. tak radzą minimaliści. w przypadku większych wydatków działa.
po dłuższym przemyśleniu, te rzeczy nie są mi niezbędne.
spodnie, które kupiłam są niezbędne. dlatego je kupiłam.
byłam też w lumpeksie. kupiłam 6 sztuk odzieży za 6 zł. dla siebie i córek. wzięłam tylko to co, w czym będziemy chodzić i co naprawdę się przyda.
o lumpeksach może innym razem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz