podczytywanie na temat minimalizmu ma swoje zalety.
po pierwsze wróciłam w ogóle do czytania. zawsze były wymówki typu: "nie mam na to czasu". jednak po przemyśleniu tego co ważne, oraz tego co sprawia mi przyjemność, doszłam do wniosku, że to właśnie czytanie i tym chcę się zająć.
poza tym nie widziałam wcześniej tylu ciekawych pozycji z zakresu samego minimalizmu. "Minimalizm po polsku" czy "Mniej" to po prostu trzeba przeczytać.
nie wspominając o klasyku Leo.
podczytuję również różne blogi minimalistyczne oraz o tematyce oszczędnościowej.
widzę pierwsze zmiany u siebie i na koncie.
systematyzuję przeróżne rzeczy.
ciągle pozbywam się nadmiaru.
nie jem kolacji.
zamieniłam czarną herbatę na zieloną, czerwoną, rooibos, pu-erh.
czuję, że jeszcze wiele zmian przede mną.
może właśnie zaczyna się cos niesamowitego!
środa, 28 stycznia 2015
wtorek, 27 stycznia 2015
świątynia rozpusty czyli wyrzuty sumienia
weekend upłynął niestety pod znakiem zakupów. byłam w centrum handlowym.
świeże to dla mnie doświadczenie niekupowania zbędnych rzeczy.
z kilku rzeczy, które mi się zdecydowanie podobały kupiłam dwie. dwie pary spodni. praktyczne. zwykłe czarne z przeceny. potrzebuję ich do pracy zdecydowanie. na co dzień też się przydadzą.
niepotrzebna była kawa na wynos (8zł) oraz szybkie jedzenie (20zł). mam wyrzuty sumienia.
przebolałam powyższe wydatki i zakwalifikowałam je w kategorii przyjemności. docelowo przyjemności mają być bezpłatne, na pewno nie materialne.
cały czas uczę się planować swoje wydatki, czas i przestrzeń.
znów przejrzałam szafy. okazuje się, że najwięcej rzeczy posiada starsza córka. ja mam ich najmniej.
niedługo zamierzam zabrać się za porządki w butach. własnych, mam ich zdecydowanie za dużo. i choć marzą mi się różowe martensy, myślę o nich dłużej niż miesiąc, więc teoretycznie powinnam je kupić, cos mnie jednak powstrzymuje. tak jak powstrzymuję się przed kupnem sukienki meganki. dobrym sposobem jest przeliczenie ceny danego produktu na czas jaki mielibyśmy przeznaczyć na zarobienie tej kwoty. tak radzą minimaliści. w przypadku większych wydatków działa.
po dłuższym przemyśleniu, te rzeczy nie są mi niezbędne.
spodnie, które kupiłam są niezbędne. dlatego je kupiłam.
byłam też w lumpeksie. kupiłam 6 sztuk odzieży za 6 zł. dla siebie i córek. wzięłam tylko to co, w czym będziemy chodzić i co naprawdę się przyda.
o lumpeksach może innym razem.
świeże to dla mnie doświadczenie niekupowania zbędnych rzeczy.
z kilku rzeczy, które mi się zdecydowanie podobały kupiłam dwie. dwie pary spodni. praktyczne. zwykłe czarne z przeceny. potrzebuję ich do pracy zdecydowanie. na co dzień też się przydadzą.
niepotrzebna była kawa na wynos (8zł) oraz szybkie jedzenie (20zł). mam wyrzuty sumienia.
przebolałam powyższe wydatki i zakwalifikowałam je w kategorii przyjemności. docelowo przyjemności mają być bezpłatne, na pewno nie materialne.
cały czas uczę się planować swoje wydatki, czas i przestrzeń.
znów przejrzałam szafy. okazuje się, że najwięcej rzeczy posiada starsza córka. ja mam ich najmniej.
niedługo zamierzam zabrać się za porządki w butach. własnych, mam ich zdecydowanie za dużo. i choć marzą mi się różowe martensy, myślę o nich dłużej niż miesiąc, więc teoretycznie powinnam je kupić, cos mnie jednak powstrzymuje. tak jak powstrzymuję się przed kupnem sukienki meganki. dobrym sposobem jest przeliczenie ceny danego produktu na czas jaki mielibyśmy przeznaczyć na zarobienie tej kwoty. tak radzą minimaliści. w przypadku większych wydatków działa.
po dłuższym przemyśleniu, te rzeczy nie są mi niezbędne.
spodnie, które kupiłam są niezbędne. dlatego je kupiłam.
byłam też w lumpeksie. kupiłam 6 sztuk odzieży za 6 zł. dla siebie i córek. wzięłam tylko to co, w czym będziemy chodzić i co naprawdę się przyda.
o lumpeksach może innym razem.
piątek, 23 stycznia 2015
kupowanie na zapas
dziś o zakupach. na zapas.
często obserwujemy zjawisko promocji. dany produkt jest dużo tańszy przez dany okres czasu - zazwyczaj krótki. towar jest też często reglamentowany. papier toaletowy w promocji 5zł/6 rolek. max 2 opakowanie na głowę.
mam trochę podzielone zdanie.
bo z jednej strony wiadomo, każdy chce kupić jak najtaniej, jednak nie chodzi z założenia o kupowanie jak najtańszych produktów, chyba, że są dobrej jakości. i tu znów nasuwa się pytanie: czy można kupować tanio, dobrej jakości produkty (np. marek własnych sieci supermarketów? - może temat na kolejny post...)
z drugiej strony, czy jest sens kupowania na zapas? czy naprawdę potrzebujemy w danym momencie 3 opakowań kawy? nie lepiej kupić po prostu tylko to co nam jest potrzebne?
staram się nie kupować na zapas. może się zdarzyć, że artykuł ponad wymiar się przeterminuje i musimy go wyrzucić. ostatnio przydarzyło się, że pojawiły się mole w kuchni. wszystkie mąki, makarony, kasze, ryż - do śmieci. I wtedy cały nasz zapas bierze w łeb.
a poza tym cały zapas może zabrać nam cenne miejsce w szafkach, co logistycznie nie zawsze jest wskazane. możliwe, że włożymy tę dodatkową kawę w szafce za garnkami, ale przypomnimy sobie o niej po 2 latach...
trzymanie się sztywno listy jest bardzo dobrym pomysłem. jeżeli coś z listy akurat jest w promocji, oczywiście lepiej dla nas. jeżeli nie jest wybierzmy tę rzecz w dobrej cenie i dobrej jakości.
i tu znów możemy sobie zadać pytanie: czy kupować jak najtaniej, czy kupować droższe, teoretycznie lepszej jakości?
staram się kupować tanio. ale stawiam na jakość. czyli równowaga musi być. to jest bardzo subiektywne odczucie.
chyba właśnie na tym polega minimalizm. każdy go interpretuje po swojemu. jedni będą mieli 8 par butów na sezon, ze wszystkich będą korzystać, po to, żeby za sezon znów kupić 8 par. za tę samą cenę ktoś kupi 2 pary butów, które starczą mu na lata. wszystko znów sprowadza się do jednego: kupuj, jeżeli jest Ci to niezbędne. ale warto po raz kolejny przemyśleć: czy te 8 par jest mi niezbędne? ile będą zajmować mojego cennego miejsca w szafie? czy nie lepiej posiadać jedną parę, a resztę odłożyć na dobry cel?
do przemyślenia!
często obserwujemy zjawisko promocji. dany produkt jest dużo tańszy przez dany okres czasu - zazwyczaj krótki. towar jest też często reglamentowany. papier toaletowy w promocji 5zł/6 rolek. max 2 opakowanie na głowę.
mam trochę podzielone zdanie.
bo z jednej strony wiadomo, każdy chce kupić jak najtaniej, jednak nie chodzi z założenia o kupowanie jak najtańszych produktów, chyba, że są dobrej jakości. i tu znów nasuwa się pytanie: czy można kupować tanio, dobrej jakości produkty (np. marek własnych sieci supermarketów? - może temat na kolejny post...)
z drugiej strony, czy jest sens kupowania na zapas? czy naprawdę potrzebujemy w danym momencie 3 opakowań kawy? nie lepiej kupić po prostu tylko to co nam jest potrzebne?
staram się nie kupować na zapas. może się zdarzyć, że artykuł ponad wymiar się przeterminuje i musimy go wyrzucić. ostatnio przydarzyło się, że pojawiły się mole w kuchni. wszystkie mąki, makarony, kasze, ryż - do śmieci. I wtedy cały nasz zapas bierze w łeb.
a poza tym cały zapas może zabrać nam cenne miejsce w szafkach, co logistycznie nie zawsze jest wskazane. możliwe, że włożymy tę dodatkową kawę w szafce za garnkami, ale przypomnimy sobie o niej po 2 latach...
trzymanie się sztywno listy jest bardzo dobrym pomysłem. jeżeli coś z listy akurat jest w promocji, oczywiście lepiej dla nas. jeżeli nie jest wybierzmy tę rzecz w dobrej cenie i dobrej jakości.
i tu znów możemy sobie zadać pytanie: czy kupować jak najtaniej, czy kupować droższe, teoretycznie lepszej jakości?
staram się kupować tanio. ale stawiam na jakość. czyli równowaga musi być. to jest bardzo subiektywne odczucie.
chyba właśnie na tym polega minimalizm. każdy go interpretuje po swojemu. jedni będą mieli 8 par butów na sezon, ze wszystkich będą korzystać, po to, żeby za sezon znów kupić 8 par. za tę samą cenę ktoś kupi 2 pary butów, które starczą mu na lata. wszystko znów sprowadza się do jednego: kupuj, jeżeli jest Ci to niezbędne. ale warto po raz kolejny przemyśleć: czy te 8 par jest mi niezbędne? ile będą zajmować mojego cennego miejsca w szafie? czy nie lepiej posiadać jedną parę, a resztę odłożyć na dobry cel?
do przemyślenia!
środa, 21 stycznia 2015
wymianki
wymianki. pierwszy raz brałam udział w takim wydarzeniu niedawno.
choć wiem, że mamy wymieniaja się od dawna w małych grupach.
istotne jest to, że rzecz dzieje się bezgotówkowo, a rzeczy, które ewentualnie zostają po wymianie nie idą na śmietnik, lecz zostaja przekazane osobom, które ich bardziej potrzebują niż my.
prosta zasada: przynosisz co chcesz (niepotrzebne Tobie rzeczy - ubrania, zabawki, kosmetyki, buty i wiele innych), dokładasz do wspólnej puli i z niej bierzesz co chcesz. a najlepiej czego konkretnie potrzebujesz.
więcej rzeczy oddałam, niż nabyłam. czuję ulgę, bo te rzeczy zalegały mi w szafie i nie tylko w szafie, a teraz mam nadzieję, że sie komus przydadzą.
rzecz się dzieje zazwyczaj w dużych miastach. ale to nie jest trudne - można je zorganizować wszędzie, w mniejszych miastach również. miasteczkach. zastanawiam się czy nie zadziałać lokalnie.
warto sie rozejrzeć, czy wokół nas nie ma domu samotnej matki, domu dziecka, pogotowia opiekuńczego itd. zadzwonić i zapytać, czy nie potrzebują czegoś. nakład finansowo-czasowy niewielki. ulga w szafie, pomoc bezcenna.
choć wiem, że mamy wymieniaja się od dawna w małych grupach.
istotne jest to, że rzecz dzieje się bezgotówkowo, a rzeczy, które ewentualnie zostają po wymianie nie idą na śmietnik, lecz zostaja przekazane osobom, które ich bardziej potrzebują niż my.
prosta zasada: przynosisz co chcesz (niepotrzebne Tobie rzeczy - ubrania, zabawki, kosmetyki, buty i wiele innych), dokładasz do wspólnej puli i z niej bierzesz co chcesz. a najlepiej czego konkretnie potrzebujesz.
więcej rzeczy oddałam, niż nabyłam. czuję ulgę, bo te rzeczy zalegały mi w szafie i nie tylko w szafie, a teraz mam nadzieję, że sie komus przydadzą.
rzecz się dzieje zazwyczaj w dużych miastach. ale to nie jest trudne - można je zorganizować wszędzie, w mniejszych miastach również. miasteczkach. zastanawiam się czy nie zadziałać lokalnie.
warto sie rozejrzeć, czy wokół nas nie ma domu samotnej matki, domu dziecka, pogotowia opiekuńczego itd. zadzwonić i zapytać, czy nie potrzebują czegoś. nakład finansowo-czasowy niewielki. ulga w szafie, pomoc bezcenna.
sobota, 17 stycznia 2015
co zrobić ze zbędnymi rzeczami?
to proste.
najlepiej porozmawiać w pierwszej kolejności z rodziną i ze znajomymi.
okazuje się, że chętnie przeczytają Twoje książki i użyczą swoich. po co kupować 2 egzemplarze?
jeżeli nie, to pozostaje allegro (ale tu uwaga, warto przeliczyć swój czas poświęcony na tworzenie aukcji z potencjalnym zyskiem. jeżeli koszty są wyższe, może po prostu lepiej oddać przedmiot?)
zawsze choć część wartości wróci nam na konto.
jeżeli nie, to można oddać lokalnie - np. przez portal olx.pl (dawna tablica).
można też dać ogłoszenie np. w sklepie.
to co nie nadaje się na drugie życie - dziurawe rzeczy, bardzo zużyte ubrania, można wrzucić do kontenerów powszechnie znanych. pójdą na czyściwo.
szczerze, to byłam bardzo zdzwoniona ile dostałam odpowiedzi, jak zamieściłam ogłoszenie w dziale "oddam". zgłosiło się kilkanaście osób chętnych do odbioru.
przyjemne uczucie, kiedy można komuś w ten sposób pomóc (oddawałam zabawki). a to przecież nic nie kosztuje. i w dodatku odzyskujemy naszą przestrzeń...
najlepiej porozmawiać w pierwszej kolejności z rodziną i ze znajomymi.
okazuje się, że chętnie przeczytają Twoje książki i użyczą swoich. po co kupować 2 egzemplarze?
jeżeli nie, to pozostaje allegro (ale tu uwaga, warto przeliczyć swój czas poświęcony na tworzenie aukcji z potencjalnym zyskiem. jeżeli koszty są wyższe, może po prostu lepiej oddać przedmiot?)
zawsze choć część wartości wróci nam na konto.
jeżeli nie, to można oddać lokalnie - np. przez portal olx.pl (dawna tablica).
można też dać ogłoszenie np. w sklepie.
to co nie nadaje się na drugie życie - dziurawe rzeczy, bardzo zużyte ubrania, można wrzucić do kontenerów powszechnie znanych. pójdą na czyściwo.
szczerze, to byłam bardzo zdzwoniona ile dostałam odpowiedzi, jak zamieściłam ogłoszenie w dziale "oddam". zgłosiło się kilkanaście osób chętnych do odbioru.
przyjemne uczucie, kiedy można komuś w ten sposób pomóc (oddawałam zabawki). a to przecież nic nie kosztuje. i w dodatku odzyskujemy naszą przestrzeń...
piątek, 16 stycznia 2015
oczyszczenie
oczyszczenie chyba najłatwiej zacząć od otaczającej nas przestrzeni.
jedna rzecz na raz.
zawalone biurko. od początku do końca segreguję rzeczy na te których używam i te które są mi już niepotrzebne. część pewnie "się przyda"! o przydasiach będzie inny post. po prostu je odłóż na później. przekonasz się, że albo o nich zapomnisz (czyli się są Ci już potrzebne), albo pozbędziesz się ich szybciej niż Ci się wydaje.
jeżeli nie chce Ci się ruszyć z kanapy, to oczyść np. facebooka z nieznanych znajomych, czy też usuń niepotrzebne maile - uporządkuj je wg uznania. daje motywację i to uczucie zrzutu zbędnego balastu.
ja jeszcze w ramach oczyszczania, ale również oszczędzania pozbyłam się kilku zbędnych rzeczy, o których nie myślimy na co dzień, a które zabierają nam czas i pieniądze.
ubezpieczenia - dodatkowe nnw, bez którego nie możesz żyć? ubezpieczenie limitu w rachunku, które zabiera jedyne 30 zł/mc? z kilku zrezygnowałam, a równowartość zamierzam odkładać na konto oszczędnościowe.
benefity pracownicze - karta multisport, opieka medyczna, posiłki pracownicze, dodatkowe ubezpieczenie? jeżeli pracodawca opłaca je w całości - w porządku. jeżeli musimy dopłacać, warto się zorientować ile i czy nam się to opłaca.
przykładowo - u mnie karta multisport kosztuje 30 zł za miesiąc. Korzystając z niej kilka razy w miesiącu, faktycznie można zaoszczędzić na wejściówkach na basen/siłownię itd...
jednak po podliczeniu, okazuje się, że nie korzystam z niej tak często, aby mi się opłacało ją zatrzymać. 30 zł w kieszeni.
dokładasz do ubezpieczenia? zapoznaj się dokładnie z OWU oraz poszperaj w internecie, czy za tę kwotę nie masz przypadkiem lepszej polisy?
to samo z pakietem medycznym. czy aby na pewno nie uzyskamy tych samych usług na nfz?
warto przemyśleć dodatkowo płatne benefity pracownicze.
jedna rzecz na raz.
zawalone biurko. od początku do końca segreguję rzeczy na te których używam i te które są mi już niepotrzebne. część pewnie "się przyda"! o przydasiach będzie inny post. po prostu je odłóż na później. przekonasz się, że albo o nich zapomnisz (czyli się są Ci już potrzebne), albo pozbędziesz się ich szybciej niż Ci się wydaje.
jeżeli nie chce Ci się ruszyć z kanapy, to oczyść np. facebooka z nieznanych znajomych, czy też usuń niepotrzebne maile - uporządkuj je wg uznania. daje motywację i to uczucie zrzutu zbędnego balastu.
ja jeszcze w ramach oczyszczania, ale również oszczędzania pozbyłam się kilku zbędnych rzeczy, o których nie myślimy na co dzień, a które zabierają nam czas i pieniądze.
ubezpieczenia - dodatkowe nnw, bez którego nie możesz żyć? ubezpieczenie limitu w rachunku, które zabiera jedyne 30 zł/mc? z kilku zrezygnowałam, a równowartość zamierzam odkładać na konto oszczędnościowe.
benefity pracownicze - karta multisport, opieka medyczna, posiłki pracownicze, dodatkowe ubezpieczenie? jeżeli pracodawca opłaca je w całości - w porządku. jeżeli musimy dopłacać, warto się zorientować ile i czy nam się to opłaca.
przykładowo - u mnie karta multisport kosztuje 30 zł za miesiąc. Korzystając z niej kilka razy w miesiącu, faktycznie można zaoszczędzić na wejściówkach na basen/siłownię itd...
jednak po podliczeniu, okazuje się, że nie korzystam z niej tak często, aby mi się opłacało ją zatrzymać. 30 zł w kieszeni.
dokładasz do ubezpieczenia? zapoznaj się dokładnie z OWU oraz poszperaj w internecie, czy za tę kwotę nie masz przypadkiem lepszej polisy?
to samo z pakietem medycznym. czy aby na pewno nie uzyskamy tych samych usług na nfz?
warto przemyśleć dodatkowo płatne benefity pracownicze.
czwartek, 15 stycznia 2015
pierwszy post
mam tremę.
to mój pierwszy post.
zaczynam przygodę z blogiem, ponieważ chcę się podzielić kilkoma rzeczami.
zaczęło się od postanowień noworocznych na rok 2015. w zasadzie to wiele różnych pomysłów chodzi mi po głowie jeszcze od końca 2014.
minimalizm. oszczędzanie. uporządkowanie finansów. uporządkowanie myśli. oczyszczenie przestrzeni. i wiele innych.
zaczęło się od pewnego artykułu w gazecie. o minimalizmie. o pozbywaniu się zbędnych rzeczy. o przemyślenia, co jest naprawdę potrzebne a co nie.
przestałam kupować.
ba, zaczęłam żałować, że kilka miesięcy wcześniej kupiłam parę rzeczy, które są zbędne.
co się stało z tymi rzeczami?
jak teraz po nowym roku ma się nie-kupowanie?
o tym i o wielu innych rzeczach wkrótce.
to mój pierwszy post.
zaczynam przygodę z blogiem, ponieważ chcę się podzielić kilkoma rzeczami.
zaczęło się od postanowień noworocznych na rok 2015. w zasadzie to wiele różnych pomysłów chodzi mi po głowie jeszcze od końca 2014.
minimalizm. oszczędzanie. uporządkowanie finansów. uporządkowanie myśli. oczyszczenie przestrzeni. i wiele innych.
zaczęło się od pewnego artykułu w gazecie. o minimalizmie. o pozbywaniu się zbędnych rzeczy. o przemyślenia, co jest naprawdę potrzebne a co nie.
przestałam kupować.
ba, zaczęłam żałować, że kilka miesięcy wcześniej kupiłam parę rzeczy, które są zbędne.
co się stało z tymi rzeczami?
jak teraz po nowym roku ma się nie-kupowanie?
o tym i o wielu innych rzeczach wkrótce.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)