środa, 8 lipca 2015

mały rachunek sumienia

znów się zaniedbałam. mam kryzys minimalistyczny. zaczęłam kupować, nie przemyślam codziennych zakupów. muszę się ogarnąć i wziąć się w garść...
 
obiecuję rachunek sumienia i zmiany.
a to po części dzięki kursowi: pokonajswojedlugi.pl tak, mam długi (kredyt studencki), chcę się pozbyć rat. da się. wszystko się da, tylko trzeba chcieć!
dobrej nocy! 

poniedziałek, 30 marca 2015

mniej. projekt 333

ciężki czas ostatnio.
zamiast mniej wydawać, mniej mieć. mam więcej. im więcej rzeczy się pozbywam, tym trudniej jest mi się z nimi rozstać.
może to dlatego, że idzie wiosna?
a ja w szafie mam tylko jedną sukienkę. i ciągle mam wrażenie, że nie mam jeszcze tej idealnej szafy, do której mogę dobierać rzeczy, które pasują do pozostałych.
cos na kształt projektu 333. na 3 miesiące tworzysz z tego co masz na stanie szafę z 33 rzeczy. do tego można dorzucić biżuterię, którą się nosi codziennie, oraz domowy dres, piżamę, czy też legginsy na siłownię.

nie mam odwagi na ten projekt, ponieważ mam wrażenie, że nie mam na tyle klasyków, masthevów, aby móc stworzyć swoją szafę.

ale na pewno kiedyś spróbuję.

środa, 11 lutego 2015

minimalizm w uczuciach

wchodzę na grząski grunt.
minimalizm w uczuciach. czy to w ogóle konieczne. czy możliwe?
jak trudne jest uświadomienie sobie, że te znajomości, które już posiadamy, są wystarczające.
żeby przerwać te, które są dla nas destrukcyjne, a pielęgnować te, które dają nam szczęście...
jak je odróżnić?
jak umieć powiedzieć nie jednym, aby mieć czas dla drugich. i czy to jest już minimalizm, czy jeszcze nie?

do refleksji na noc.

czwartek, 5 lutego 2015

ciąg dalszy

ależ ulgę daje dalsze pozbywanie się rzeczy zbędnych.
w moim przypadku drugi laptop oraz nieużywane łóżeczko turystyczne przyniosły dodatkowe złotówki na oszczędności... dopiero uczę się oszczędzać i prawdziwie kontrolować mój budżet.

oprócz pozbywania się przydasiów, zrobiłam jeszcze jeden krok - postanowiłam zmienić pracę. wiem wiem, powinnam pracować mniej, aby mieć czas na to co lubię najbardziej.
postanowiłam, że to co robię jest raczej minimalnie inne u konkurencji, więc mogę robić to samo za wyższą stawkę. jakież było moje zdziwienie, gdy w dniu wypowiedzenia mój przełożony przebił ofertę, aby mnie zatrzymać. zostałam.
a nadwyżkę zamierzam odkładać.

ten krok był również potrzebny, abym mogła wydobyć się z długów - rat, których nie mogę się pozbyć. wierzę, że im szybciej w pełni będę miała kontrolę nad własnym budżetem, tym szybciej ich się pozbędę.
skutecznie.
i że nie będzie mi już potrzebne branie kredytów, bo wreszcie będę miała zaoszczędzone środki na np. wakacje.

środa, 28 stycznia 2015

zmiany

podczytywanie na temat minimalizmu ma swoje zalety.
po pierwsze wróciłam w ogóle do czytania. zawsze były wymówki typu: "nie mam na to czasu". jednak po przemyśleniu tego co ważne, oraz tego co sprawia mi przyjemność, doszłam do wniosku, że to właśnie czytanie i tym chcę się zająć.
poza tym nie widziałam wcześniej tylu ciekawych pozycji z zakresu samego minimalizmu. "Minimalizm po polsku" czy "Mniej" to po prostu trzeba przeczytać.
nie wspominając o klasyku Leo.
podczytuję również różne blogi minimalistyczne oraz o tematyce oszczędnościowej.
widzę pierwsze zmiany u siebie i na koncie.
systematyzuję przeróżne rzeczy.
ciągle pozbywam się nadmiaru.
nie jem kolacji.
zamieniłam czarną herbatę na zieloną, czerwoną, rooibos, pu-erh.
czuję, że jeszcze wiele zmian przede mną.
może właśnie zaczyna się cos niesamowitego!

wtorek, 27 stycznia 2015

świątynia rozpusty czyli wyrzuty sumienia

weekend upłynął niestety pod znakiem zakupów. byłam w centrum handlowym.
świeże to dla mnie doświadczenie niekupowania zbędnych rzeczy.
z kilku rzeczy, które mi się zdecydowanie podobały kupiłam dwie. dwie pary spodni. praktyczne. zwykłe czarne z przeceny. potrzebuję ich do pracy zdecydowanie. na co dzień też się przydadzą.
niepotrzebna była kawa na wynos (8zł) oraz szybkie jedzenie (20zł). mam wyrzuty sumienia.
przebolałam powyższe wydatki i zakwalifikowałam je w kategorii przyjemności. docelowo przyjemności mają być bezpłatne, na pewno nie materialne.

cały czas uczę się planować swoje wydatki, czas i przestrzeń.
znów przejrzałam szafy. okazuje się, że najwięcej rzeczy posiada starsza córka. ja mam ich najmniej.

niedługo zamierzam zabrać się za porządki w butach. własnych, mam ich zdecydowanie za dużo. i choć marzą mi się różowe martensy, myślę o nich dłużej niż miesiąc, więc teoretycznie powinnam je kupić, cos mnie jednak powstrzymuje. tak jak powstrzymuję się przed kupnem sukienki meganki. dobrym sposobem jest przeliczenie ceny danego produktu na czas jaki mielibyśmy przeznaczyć na zarobienie tej kwoty. tak radzą minimaliści. w przypadku większych wydatków działa.

po dłuższym przemyśleniu, te rzeczy nie są mi niezbędne.
spodnie, które kupiłam są niezbędne. dlatego je kupiłam.
byłam też w lumpeksie. kupiłam 6 sztuk odzieży za 6 zł. dla siebie i córek. wzięłam tylko to co, w czym będziemy chodzić i co naprawdę się przyda.
o lumpeksach może innym razem.

piątek, 23 stycznia 2015

kupowanie na zapas

dziś o zakupach. na zapas.
często obserwujemy zjawisko promocji. dany produkt jest dużo tańszy przez dany okres czasu - zazwyczaj krótki. towar jest też często reglamentowany. papier toaletowy w promocji 5zł/6 rolek. max 2 opakowanie na głowę.

mam trochę podzielone zdanie.
bo z jednej strony wiadomo, każdy chce kupić jak najtaniej, jednak nie chodzi z założenia o kupowanie jak najtańszych produktów, chyba, że są dobrej jakości. i tu znów nasuwa się pytanie: czy można kupować tanio, dobrej jakości produkty (np. marek własnych sieci supermarketów? - może temat na kolejny post...)

z drugiej strony, czy jest sens kupowania na zapas? czy naprawdę potrzebujemy w danym momencie 3 opakowań kawy? nie lepiej kupić po prostu tylko to co nam jest potrzebne?

staram się nie kupować na zapas. może się zdarzyć, że artykuł ponad wymiar się przeterminuje i musimy go wyrzucić. ostatnio przydarzyło się, że pojawiły się mole w kuchni. wszystkie mąki, makarony, kasze, ryż - do śmieci. I wtedy cały nasz zapas bierze w łeb.
a poza tym cały zapas może zabrać nam cenne miejsce w szafkach, co logistycznie nie zawsze jest wskazane. możliwe, że włożymy tę dodatkową kawę w szafce za garnkami, ale przypomnimy sobie o niej po 2 latach...

trzymanie się sztywno listy jest bardzo dobrym pomysłem. jeżeli coś z listy akurat jest w promocji, oczywiście lepiej dla nas. jeżeli nie jest wybierzmy tę rzecz w dobrej cenie i dobrej jakości.

i tu znów możemy sobie zadać pytanie: czy kupować jak najtaniej, czy kupować droższe, teoretycznie lepszej jakości?

staram się kupować tanio. ale stawiam na jakość. czyli równowaga musi być. to jest bardzo subiektywne odczucie.

chyba właśnie na tym polega minimalizm. każdy go interpretuje po swojemu. jedni będą mieli 8 par butów na sezon, ze wszystkich będą korzystać, po to, żeby za sezon znów kupić 8 par. za tę samą cenę ktoś kupi 2 pary butów, które starczą mu na lata. wszystko znów sprowadza się do jednego: kupuj, jeżeli jest Ci to niezbędne. ale warto po raz kolejny przemyśleć: czy te 8 par jest mi niezbędne? ile będą zajmować mojego cennego miejsca w szafie? czy nie lepiej posiadać jedną parę, a resztę odłożyć na dobry cel?

do przemyślenia!